25

sty

2014

„Górska” odzież w mieście.

Bo dupsko może zmarznąć każdemu. I być może zajrzy tutaj ktoś kto markę #JackWolfskin zna tylko z bulwarów.

Tak szczerze się nad tym zastanawiałem – przecież nawet w dosyć trudnych warunkach, przy deszczu i mrozie, śniegu, silnym wietrze – zazwyczaj dajemy radę w górach. Mając czasem zupełnie nie techniczne materiały, maszerując w jeansach i czapce z Big Stara. (pominę warunki ekstremalne i himalaje jesli pozwolicie :> ) Oczywiście sprawa jest prosta – pokonując górskie tereny, generujemy sporo ciepła, ciągle. I to wystarcza do wesołego hasania w głębokim śniegu.

Ale co w przypadku, kiedy nie wytwarzamy tego ciepła na tyle dużo, żeby ubrania je utrzymały i zagwarantowały komfort? Co kiedy stoimy na przystanku w bezruchu, albo spacerujemy po miejskim parku? Wtedy zaczynamy marznąć bo nasze mięśnie nie są na tyle pobudzane aby wytworzyć ciepło. Oczywiście można przebiec kawałek drogi, zrobić kilka przysiadów czy zastosować pewne sztuczki na pobudzenie krażenia – czasem tylko głupio tak robić przysiady na przystanku :)

Tutaj z pomocą przychodzi odzież i sprzęt, który nie pozwoli ciepłu tak łatwo się wydostać (przecież jest go za mało) i nie dopuści pizgającego zła do naszego ciała.

Zastanawiałem się w jakiej formie popełnić ten wpis. Wyjdzie raczej misz-masz, bo nie wiem jak uporządkować to wszystko co mam w głowie a chcę Wam przekazać. I na pewno nie dowiecie się tutaj co to wskaźnik RET i ile membran jest na świecie.

I obrazków będzie mniej. O!

taka czapa tez wystarczy :>

Po pierwsze dwie główne zasady:

1. Odzież nie grzeje – to my grzejemy odzież.

2. Bez ruchu nie ma ciepła – fizyka jest bezlitosna. Jeśli stoimy w miejscu to ogrzeje nas tylko inne źródło ciepła.

i trzecia, bo lubię zmieniać swoje własne zasady – drogo nie znaczy lepiej. Nie zawsze. I nie zawsze warto wydać więcej.

 

 

Zacznijmy od ubrań. Jest wiele firm i wiele krojów. Nie mam nawet zamiaru namawiać na konkretne produkty, ale nie będę też pisał o ‚cywilnych’ ubrankach :)

Chciałbym Was uczulić na to, że ubrania dobieramy do potrzeb. Miasto nie jest tak bardzo wymagające jak Himalaje, ale momentami jest bardziej wymagające niż Beskidy czy nawet Tatry. Tutaj materiały użyte w turystycznej odzieży nabierają większego sensu.

1. Czapaczaja. Czapka. Jak zwał tak zwał.

Nie ma wielu potrzeb kupowania super ekstremalnych czapek, nawet w góry. Ważne jest jednak osłonięcie czubka głowy, przez który najbardziej tracimy ciepło. Kolejna strefa do ogrzania to uszy. Łatwo je przemrozić wiec czapka mogłaby mieć przedłużenie w miejscu gdzie rosną nam uszęta. Nie zaszkodzi wstawka polarowa w tym miejscu.

Przykładem może być taki krój firmy Mammut

 

2. Szalik. Chusta. Buff.

Osobiście nie lubię kiedy wieje mi wiatr pod brodą, więc zazwyczaj mam polar ze stójką. Wysoka garda w kurtce także ochroni nas przed wiatrem.

Jako moja propozycja – #Buff – chociaż wszelkie szaliki, chusty i inne szmatki – dozwolone oczywiście :)

sposoby wykorzystania Buffa

Do wyboru macie Buffy z polarem, zawiązywane, kolorowe, śmakie i owakie.

 

3. Kurtała. Polar.

Turystyczne kurtki mają dwie przewagi nad zwykłymi: membrany oraz krój.

Jeśli chodzi o docieplenie kurtki to oczywiście wszyscy producenci używają już wypełnień #Primaloft czy puchu naturalnego. Nie każdy jednak stosuje membrany techniczne. Membrany te są prawie całkowicie wodoodporne, wiatroodporne i oddychające (chociaż nad tym ostatnim nie chciałbym się koncentrować).

Kupując coś z #Gore-Tex czy #HyVent #SympaTex (i wielu innych) – możemy mieć pewność, że kurtka nam nie zamoknie. Oczywiście należy czytać metki przy ubraniach – dla podpowiedzi: do miasta wystarczy wodoodporność rzędu 15.000. Ale im więcej tym lepiej.

#Windstopper nie przepuści wiatru, który  w zimie może dotkliwie wychłodzić.

Przykład puchu i wysokiej gardy chroniącej szyję. Kaptur umożliwia założenie nawet grubej czapki. MAMMUT Broad Peak.

 

Techniczny krój to coś na czym zarabiają producenci. Takie hasło od razu podnosi wartość odzieży o 20%. Czasem to wielka ściema, czasem udana konstrukcja, która nie krępuje ruchów podczas różnych aktywności.

Przykład polara firmy Mammut z petelką na kciuka.

I tak mamy wspomnianą wysoką gardę, pojemny kaptur z regulacją, pętelkę na kciuka, długie troczki przy suwakach, które możemy odsuwać w rękawicach. Oczywiście takich udogodnień jest o wiele więcej w zależności od modelu – wspomnieć warto o przedłużeniu tyłu kurtki czy polara, które ociepla nasze dupiny.

jeśli nie jeździcie w góry na narty, zwłaszcza za granicę – przemyślcie zakup ubrań z wstawką RECCO. To system pasywny, który odbija fale od odbiorników używanych w służbach ratowniczych. Bardzo pomocny jeśli spadniecie w lawinie. Jeśli możecie spaść jedynie w Tesco ze schodów – szkoda kasy.

 

3. Spodniacze. 

Oczywiście, że lepiej mieć nieprzemakalne spodnie. Albo wiatroodporne. Ale jeansy wystarczą. Ważne co nosimy pod tymi spodniami. Over.

4. Kalesony.

Ostatnio przeczytałem stwierdzenie, że ‚nie mówi się już kalesony, mówi się odzież termiczna’. Fail. Mówi się kalesony i będzie się mówić bo to część garderoby. I w ten sposób mamy kalesony i kalesony termiczne jako dwa zupełnie inne produkty.

Rzeczywiście w przeciwieństwie do zwykłych bawełnianych produktów – termiczne charakteryzują się lepszym dopasowaniem do ciała, zastosowaniem włókien, które odprowadzają pot, oraz innych istotnych dupereli, które na daną chwilę nie są istotne.

Dobrze założyć taki wynalazek na nogi jeśli spodziewamy się mrozu i mało dynamicznego pobytu ‚na mieście’ (czy na polu jak kto woli). Przemrożone stawy odbiją się nam czkawką za kilka lat. Zwłaszcza, że ‚eeeej on nosi kalesoooonyyyy’ w szatni na wuefie już wielu z nas nie dotyczy. :)

Te termiczne kalesony często są także skrojone technicznie – w tym przypadku gwarantują pełną swobodę ruchu i nie zsuwają się z tyłka, co zdarza się w zwykłych bawełnianych. Szczerze mówiąc czasem nawet nie czuć, że się je nosi. Osobiście przetestowałem Hendersony i jestem bardzo zadowolony – stosunkowo tanie i bardzo dobrze wykonane.

Henderson Extreme Armour – taki zestaw posiadam i polecam. Są tez dla Pań.

5. Skarpety.

Tutaj nie ma czarów – im dłuższe i grubsze tym lepsze na mrozy miejskie. Pamiętajmy, że bawełniane nie będą odprowadzały potu – szukajmy więc takich z #Coolmaxem lub wełną marynosową. Nitki srebra zapewnią mniejszy smrodek :)

6. Buty.

Za kostkę i na wysokiej podeszwie. Z nieprzemakalną membraną. Tyle wystarczy. Oczywiście jeśli w środku znajdzie się jakieś docieplenie – nie zaszkodzi. Trzeba jednak wiedzieć, że np. Gore-Tex z ciepła skarpetą zagwarantuje nam wystarczającą ochronę przed wychłodzeniem.

Pamiętajcie, że im wyższa podeszwa – tym dalej od zimnego podłoża – to proste. Im wyższy but – tym mniejsze ryzyko nasypania się śniegu do środka – kurde… to też banał, po co ja to piszę… :>

6. Rękawice.

Tutaj też materiały techniczne zagwarantują Wam mega ciepło w porównaniu do eleganckich skórzanych rękawiczek. Membrana nie dopuści do naszych dłoni ani wiatru ani wody. Dodając do tego wypełnienie z np. Primaloftu – nie zmarzniemy do -20’C. Właściwie na miejskie warunki – skóra + Windstopper + Primaloft w zupełności wystarczą. A jeśli nie lubimy grubych rękawic, lub też wiemy, że nie będziemy łazić po deszczu – wystarczą takie jak te poniżej.

Polartec grzeje a przy okazji możemy miziać po smartfonie :)

7. Dodatki.

Jest kilka przedmiotów, które często używa się zimą w górach a zapomina o nich w mieście. Nie będę się bardzo rozpisywał bo wszystko można znaleźć w necie. Podam tylko przykłady konkretnych produktów żeby łatwiej było guglać :)

– ogrzewacze stóp – wkładki, które potrafią grzać kilka godzin. 18 PLN a tyle przyjemności :)

Ogrzewacze stóp w postaci wkładek do butów.

– ogrzewacze dłoni – lub czego tam sobie chcecie. Są ogrzewacze mechaniczne oraz chemiczne. Te drugie wymagają mniej zachodu.

2 ogrzewacze do rąk. Reagują z tlenem zaraz po wyjęciu z opakowania.

– nakładki antypoślizgowe na buty – o nich już pisałem, przeczytajcie sobie :>

 

No i to tyle. Miał być chaos i jest. Pytania? Wątpliwości? Wysyłajcie gołębie pocztowe, lub komentujcie pod wpisem lub na facebooku.

Trzymajcie się ciepło!

ps. no chyba, że jesteście bogaczami, którzy chodzą w ciuchach górskich z najwyższych półek i chodzą w kółko po Krupówkach – wtedy to gardzę Wami szczerze :>

About Author

Jacek Ołowiak

Urodziłem się i jestem... na przekór wszystkim, na przekór światu. Hobbystycznie przez lat wiele wypracowałem w sobie dość ciętą ripostę, która niszczy głupie uśmiechy...

 

  • Marcin Cierpisz

    Gratuluję bloga Jacku! Aż dziwne, że tak mało komentarzy. Ale z tego, co
    ma skromna osoba wie, blogi z wiedzą merytoryczną i fachową,
    czytelników zdobywają powoli ale stale. Czego Ci życzę.
    Ja wracając
    właśnie z kilkugodzinnego odśnieżania hacjendy na wiosce, mogę co nieco
    napisać i zapytać, o ubiór. Góra to koszulka Brubeck (oddychająca),
    polar Milo Ozone, softshell Milo Tanca, zwykle kalesony bawelniane,
    bojowki plamy (kamuflaż zimowy ;)), Buty Campus King (zamsz endura trek,
    wewn. VaportexTrek… Cokolwiek to oznacza), na głowę czapka nike.
    Od góry czapka – do dupy.
    Koszulka odprowadza wilgoć momentalnie i schnie bardzo szybko.
    Polar pomimo grubości dość wszechstronny. Również dobrze odprowadza wilgoć.
    Softshell
    taki se. Krój, pomimo tej samej firmy, jakiś dziwny. Niby wygodny ale
    kurtka krótsza od polaru. O tragicznych zapięciach rękawów nie wspomnę.
    Odprowadza za to wilgoć dobrze. I schnie też całkiem szybko. Jedynie co,
    to po dużym wysiłku mam plamy z soli, w różnych częściach kurtki jako,
    że pocę się dość znacznie przy wysiłku.
    Kalesony tragedia, podobnie jak spodnie.
    Buty, cóż nie są zimowe i raczej nie trzymają ciepła.
    Dodatkowo na czas dłuższego odpoczynku zakładam bezrękawnik TNF z Primaloftem. To dla mnie zestaw na nawet bardzo zimne dni.
    Po
    co tyle piszę? Ano dlatego, że w dużej mierze, to w czym nam będzie
    najlepiej, zależy od naszych preferencji. Nie bez znaczenia jest też
    stan naszego organizmu. Sprawność, odporność na niskie temperatury,
    pocenie, nadwaga.
    Dla mnie, osoby z niesprawnymi nogami i fatalnym w
    nich krążeniem, najlepiej, by pewnie było założyć od pasa w dół ubiór
    himalaisty ;) Ale na poważnie to coś o wiele bardziej ciepłego.
    Także
    podstawa podstawą, dobrze że ją tu zawarłeś. A składanie własnych
    zestawów to już doświadczenie. Szkoda tylko, że droga ta nauka.

  • Jacek Ołowiak

    no cóż, nie liczę na Oscara – wystarczy, że mogę się z kimś podzielić wiedzą :)
    Jeśli chodzi o osobiste warunki to oczywiście masz rację, każdy musi dobrać materiały do siebie. Co do softshella to niestety nie jest to najlepsze rozwiązanie na pocenie. Raczej wg mnie powinno się ich uzywac jako typowe wiatrołapy. A jak już się w nich pocisz to suwaki pod pachami powinny załatwić sprawę – dlatego tak fajnie je mieć :)
    No i niestety softshelle zazwyczaj nie sa dłuższe od polarów :( tez mam ten problem ze swoim – dlatego też używam go jako wiosenną kurtkę na wietrzne dni.
    No i nogi – jeśli masz kłopoty z krążeniem to można wziąć pod uwagę dwie rzeczy – umiejętne wiązanie butów, tak aby nie blokować tętnic, za mocno zaciśnięte nie ukrwią (tak się pisze? :) stóp.
    Druga sprawa to kalesony – jeśli są dopasowane to też będą uciskać żyły – dla spróby możesz przetestować opcję ocieplanych spodni zamiast zwykłych + kalesony. Nogi będa miały lepsze krążenie a ocieplina w spodniach zapewni komfort.
    A że drogo… oj już ja o tym wiem doskonale :/