02

sty

2012

Lackowa, Beskid Niski, 997mnpm

4.30.2011

..I był Beskid i były słowa…

Weekend majowy 2011. Ekipa stała powiększona :) Jeśli wydawało Wam się kiedyś, że byliście już na końcu świata to powinniście odwiedzić Końską Dolinę w Izbach koło Krynicy Górskiej. Pomimo tego, że pensjonat sam w sobie jest ogromny i w sumie „wypasiony” (sauna, jackuzi, stadnina, offroad, wszelkie atrakcje pobytu z rodziną) to np…. nie ma tam zasięgu sieci komórkowej. Tzn. jest… gdzieniegdzie… czasem… jak chmur nie ma :).

Ale do rzeczy. Przyjazd w na miejsce w godzinach nocnych. Środek niczego. Tam chyba mieszka Chojrak tchórzliwy pies. Bo mnie więcej byliśmy w Nigdzie. Albo mówiąc bardziej nowocześnie: ‚in the middle of nowhere’. I wyrósł spod ziemi wielki kolos dla turystów. Znoszenie tobołów. Zakwaterowanie. Piwko. Gitary. Dobranoc.

Rano pogoda nie zachwycała ale trzeba było zdobyć cel – Lackową, która w sumie rzeczy była nieopodal (mieszkaliśmy na skraju lasu, przy pensjonacie kończyła się droga). Sylwia i Olga wymiękły jako, że grzmi i będzie koniec świata i niebo zwali im się na głowy :) Ale nieustraszona trójka stwierdziła, że co tam burza. Szybko minie. Chmury nie wyglądają na deszczowe…

Po przejściu hmm.. 200 metrów zaczęło coś siąpić. Posiąpi i przestanie. Nie przestało. W zasadzie to zaczęło tłuc deszczem jak wścieknięte. I te pioruny.. :) Oczywiście prawdziwy turysta jest przygotowany, kurtka przeciwdeszczowa, impregnat do butów, pokrowiec na plecak, stuptuty.

Tak więc o impregnacie zapomniałem tylko aby go użyć dzień wcześniej. Kurtka była w plecaku gdzieś na dnie a na sobie miałem taką, której nie chciało mi się zdejmować ani chować mokrej do plecaka – ale przemokła. Stuptuty tez w plecaku ale nie było sensu wyciągać bo spodnie puściły wodę jak chusteczka higieniczna. O pokrowcu na plecak przypomniała mi Sylwia jak juz wróciliśmy do domu – więc tam tez przemokło. Ogólnie przemokło. Wszystko. Prócz butów – jeśli kiedyś będziecie mieli okazje kupić Trezeta Cyclone to polecam :) ).

I tak w mokrych spodniach i kurtkach i z deszczem ciągle lejącym się po pysku brnelismy dalej no bo rozpuścić się nie rozpuścimy a i wycofywac się wciąż nie honor. Na początku trasa nie jest zła. Do momentu kiedy zaczyna się właściwe podejście. Nie wiem na jak strome górki juz wchodziliście ale wejście na Małą Rawkę to pikuś. Chwilami kijki stawały się wręcz balastem. Pierwszy raz wchodziłem na górę łapiąc się drzew tuz przy ziemi :) rłakenrol!
Na szczęście kondycja tym razem dała radę. Było oczywiście kilka utrudnień. Padający deszcz, błoto zmieszane z liśćmi i kamieniami, nachylenie stoku jakieś 60-70%. No i raz tak delikatnie uderzył piorun, że zapadła mi sie prawie klatka piersiowa i zapiszczało w uszach. Wtedy było lekko groźnie – ale co tam, idziemy.

Zadziwiające jeszcze po drodze było to ,że w nasza stronę szli goście z rowerami… chcieli zjechać z Lackowej? Weird..

Jakkolwiek dotarliśmy na płaską część a telefony juz powoli łapały sieć Słowacką. Po drodze jakieś dwie niewiasty pytały czy tam skąd przyszliśmy to jest stromo… buehehehe, nie no skąd… :D

Dotarliśmy na szczyt! Nic szczególnego – granica lasu więc widoków 0. Zejście na druga stronę góry i dalej zdaje się, że na Wysową. I na papu. I samochodem na nocleg. Wymoczeni i przemarznięci. Ale warto było pokonać taką niską górkę, która jednak sprawia trochę problemów.

Ogólnie polecam na wycieczki rowerowe całą okolicę. Następnego dnia trafiliśmy na super pogodę, krótki rękawek, okularki i zwiedzanie rejonu. Widoczki super, wszędzie cerkiewki, jedna ładniejsza od drugiej. Cała Łemkowszczyzna Beskidu Niskiego pełna jest dziwnych opuszczonych zakątków. Byliśmy nawet popatrzeć jak toczy sie łyżki na ręcznej tokarce :) A niektórzy nawet toczyli sami. Zjedliśmy w łemkowskiej knajpce z mega klimatem w której jadał Nikifor. Mega. Jak to się mawia na Alledrogo: „Wszystko ok, polecam!” :)

A i bonusowo wybraliśmy się na Słowację. Święto pracy wygląda tam zgoła inaczej niż u nas. Nie ma pochodów, machania flagami. Jest piwka i akordeon w lokalnej knajpie, ludzie poprzebierani w stroje z dawnych lat, zabawa, śmiech.

Opowiadać można bardzo wiele. Krótka historia w zdjęciach na picassa :)

About Author

Jacek Ołowiak

Urodziłem się i jestem... na przekór wszystkim, na przekór światu. Hobbystycznie przez lat wiele wypracowałem w sobie dość ciętą ripostę, która niszczy głupie uśmiechy...

 

  • 3f3ld3

    :) Miła opowieść! myślę że w tym roku się odezwe przed wyjazdem w góry o jakąś poradę :D pozdro