20

lut

2014

Zimowa Babia Góra

To już chyba trzecia moja wizyta na Diablaku. Tym razem w towarzystwie dwójki moich wędrowników z drużyny (dzięki za mega wycieczkę łobuzy :).

Gdzie jest Babia Góra chyba nie trzeba opowiadać. Beskidu Żywieckiego za dobrze nie znam, za to trasa od Zawoi aż do Przełęczy Krowiarki jest mi dość dobrze znana – w obie strony. Trasę pokonałem też kiedyś żółtym szlakiem czyli tzw Percią Akademików – dosyć wymagającą drogą, która na czas od jesieni do wiosny jest zamknięta dla turystów. Poprzednim razem poszliśmy też odrobinę dalej zielonym szlakiem przez Małą Babią i potem żółtym do Czatoży.

Szlak z ostatniego wejścia jak i inne drogi możecie sobie obadać tutaj: http://mapa-turystyczna.pl/route/157

I jakby ktoś był ciekaw jak nam poszło – link do RunKeepera (nie wznowiłem śledzenia po wyjsciu z Markowych Szczawin) http://runkeeper.com/user/131451020/activity/306414878

To opowiadamy :) Start w Zawoi Markowe, przy wejściu do parku. Już pierwsze podejścia lekko dają do zrozumienia, że głupotą było odstawienie siłowni na poczet czipsów. Dochodzimy do schroniska w Markowych Szczawinach – bez klimatu. Odbudowali tam coś co ma recepcję przy wejściu. Serio. No ale można odsapnąć i zacząć sobie wmawiać, że wcale się nie jest zmęczonym i że jeszcze tylko kawałeczek.

 

Ten kawałeczek ma około 3km i potrzeba na jego pokonanie 1h i 40 minut. Tzn byłoby trzeba gdyby nie kwestia nieobecnej kondycji. I jeśli mam być szczery – nie jest to łatwe ani przyjemne podejście dla przeciętnego turysty. Zwłaszcza kiedy jest ośnieżone i nogi nie mają przyczepności. A różnica wysokości między schroniskiem a Babią to ponad 500 metrów. Sporo.

 

Z lasu wychodzi się tam na Przełęcz Brona i tutaj w zimę kończy się zabawa. Znikają kłopoty ze ślizganiem i stromym podejściem. Zaczyna się mega wiatr, który chce utrącić łeb przy samym tyłku. Poruszanie się zaczyna być męczące bo utrzymanie kijków już sprawia trudności. Poza tym ciągły hałas w kapturze powoduje, że człowiek ma ochotę ukryć się za byle kamieniem. A kamieni nie ma.

Babia Góra – zima 2014

Watch this video on YouTube.

Wiatr jest na tyle silny, że pomimo zmierzonych przez GOPR -3’C, zamarza mi napój w rurce od camelbaka. I człowiek zaczyna się zastanawiać po co tu przyjechał zamiast leżeć na kanapie przed tv. Kilka razy łaziłem już w ciężkich zimowych warunkach, w głębokim śniegu i przy mrozach sięgających -30’C. To doświadczenie nie pomaga w niczym. W górach jestem sporadycznie, sporty kuleją, wiek nie pomaga. Każdy krok w górę i dół, zwłaszcza na śniegu, to pokonywanie swojej psychy i słabości ciała. Po 6ciu godzinach marszu myślisz sobie „kur#$… nie chce mi się już”.

Ale iść trzeba bo jest się z kimś kto patrzy, kto szuka w Tobie oparcia i wcale nie chce mu się słuchać, że nie masz siły. I to schodzenie. Od pewnego czasu po paru godzinach schodzenia, zaczyna mnie boleć kolano. Właściwie jakieś ścięgno pod nim. To brak treningu i słabe mięśnie dają o sobie znać. A ból jest blokujący i uniemożliwia po jakimś czasie zginanie nogi, co przy schodzeniu, jak możecie sobie wyobrazić, jest sporym problemem. Puściłem swoich kompanów przodem żeby nie opóźniać. I za chwilę zostałem sam na szlaku, utykając na nogę przy każdym mniejszym uskoku terenu.

 

Wtedy właśnie przychodzą do głowy różne myśli.

Przecież to nie Wysokie Tatry, nie Himalaje, nie trzeba się wspinać. A jednak to jest takie trudne dla mnie. Jestem słaby w nogach, nad tym już pracuję od jakiegoś czasu. Na razie to nic nie daje. Boli bardzo i gdybym miał słabszą psychę to pewnie zacząłbym w paru momentach płakać z bólu. I znowu myśli… jak człowiek jest marny wobec gór, natury i pogody. I słabe przygotowanie, słaby sprzęt, słaba psychika mogą Cię położyć na głupim pagórku. Wiatr może strącić z grani. Mróz może zniszczyć organizm. Tacy niby twardzi jesteśmy. Chuja tam prawda. Właśnie te góry uczą pokory. Nie tylko do samych gór. Tym bardziej podziwiam himalaistów i wszystkich ludzi, którzy wchodzą bardzo wysoko, pokonują swoje lęki. Mega szacun.

I z takiej wycieczki człowiek wraca zawsze o 1% szlachetniejszy i pokorniejszy. Ot, mądrość pokroju Coelho :>

I rozpisałem się jakby ten szczyt Babiej był nieosiągalny dla śmiertelników. Oczywiście tak nie jest – natomiast proponuję się dobrze przygotować do tej wycieczki, zwłaszcza jeśli ma być to zimowe wejście. Czytanie komunikatów GOPR tez może Wam pomóc uniknąć złych warunków na trasie.

http://www.beskidy.gopr.pl/?babia-gora,69

Nam trafiło się słońce i widoczność na 666km. Te widoki na Tatry wynagradzają nawet ślinę przełykaną z bólu.

Wyposażenie nie było jakieś mega wypasione, ale podaję listę:

  • - Czapaczaja Mammut,
  • - Buff
  • - Gogle Carrera,
  • - Kurtka – TNF, bez podpinki,
  • - Polar Jack Wolfskin Blizzard,
  • - Rekawice Salomon GoreTEX
  • - Spodniacze TNF Summit Series
  • - Kalesony termoaktywne + koszulka termoaktywna z serii Henderson Extreme Armour
  • - Buty Trezetta Cyclone
  • - Plecak Millet
  • - Kijki Alpinus Carbon
  • - i w cholerę drobnicy w plecaku – nie ma sensu i nich pisać.

A na wiosnę szykuje się wejście percią akademików :> (taaa wiem, marudziłem i chce znowu w góry… no sory – one jednak uzależniają :)

About Author

Jacek Ołowiak

Urodziłem się i jestem... na przekór wszystkim, na przekór światu. Hobbystycznie przez lat wiele wypracowałem w sobie dość ciętą ripostę, która niszczy głupie uśmiechy...